Wszystkie fotorelacje

Dni Sąsiadów na ulicy Kochanowskiego

Nasze tegoroczne sąsiedzkie spotkanie (III edycja w ramach naszej rodziny) zbiegło się z zakończeniem roku szkolnego. Mięliśmy zatem podwójny powód do świętowania. Moi mali posłańcy dostarczyli zaproszenia do kilkunastu rodzin. Praktyka pokazuje, że zawsze należy zaprosić większą grupę osób, bo sam kontakt podczas wręczania tych uroczych kart jest już integrujący. A W TEN DZIEŃ zjawia się akurat tyle ludzi, ile jest w stanie pomieścic nasz ogród;)


Dzieci zadziwiały twórczością: z liny od hamaka zrobiły sznura do skakania. Odbyło się też emocjonujące przeciąganie liny z wołaniem dorosłych na pomoc. A balony okolicznościowe z logo Dni Sąsiadów posłużyły do zrobienia zabawnej PINATY, naturalnie wypełnionej słodkościami.


Nasi goście nie zawiedli: pewna Agnieszka uraczyła nas małym koncertem na oboju, a pan Jan, z zawodu leśnik-dendrolog, opowiadał o drzewach i... dźwigach. Nasz ogródkowy świerk, który się rozrósł ze świątecznej choinki, otrzymał smutną diagnozę (zaatakował go grzyb, stadium nieuleczalne), więc z najbardziej zainteresowanym sąsiadem zaczęliśmy się zastanawiać, co jesienią posadzimy w to smutne, bo opustoszałe już miejsce.

Jak to u mnie – pasjonatki historii – nie zabrakło kontemplowania widokówek starego wrzeszcza oraz przedwojennych zdjęć lotniczych, podczas którego dużo było zgadywania, główkowania, niczym w zabawach logicznych. Taki sentymentalny nieco, skupiony nastrój pochylenia się wspólnego nad mapami i publikacjami pomaga dobrze ochłonąć po zgiełku dnia, oj tak...

A kulinarną osobliwością wydarzenia stał się „jagielnik”: społeczność była jednomyślna. Zatem bravissimo, Justyna!

Alicja i Piotr Skurczyńscy z prężnym zespołem rodzinnym: Antkiem, Wandą, Krystyną, Tadeuszem oraz Ewą

Dni Sąsiadów

Dni Sąsiadów